Wiadomości > 

Z Holandii nas nie wyrzucą

Jacek Pawlicki

2011-03-02

Rząd w Hadze pokajał się za wypowiedź o wydalaniu bezrobotnych Polaków z Holandii. Interweniowali polscy ministrowie. Bruksela przestrzegła Holandię przed dyskryminacją naszych rodaków

Fot. Yann Arthus-Bertrand

Holandia - plantacje tulipanów nieopodal Amsterdamu
+ więcej zdjęć

Bezdomnych i bezrobotnych imigrantów z Europy Wschodniej należy wysyłać do domu, a jeśli nie będą chcieli wyjechać dobrowolnie, to trzeba ich wydalać - stwierdził w połowie lutego holenderski minister pracy Henk Kamp. Chodziło mu głównie o Polaków, bo ci stanowią zdecydowaną większość ze 160-200 tys. imigrantów zarobkowych z nowych państw członkowskich UE w Holandii.

Kamp mówił wprawdzie, że nie ma nic przeciwko Polakom, którzy przyjeżdżają pracować legalnie, ale zastrzegł, że problemy zaczynają się wówczas, kiedy tracą oni pracę i obciążają system opieki socjalnej. Na dowód przytoczył to, że w Holandii są schroniska dla bezdomnych, w których aż 40 proc. mieszkańców to Polacy.

Imigracja zarobkowa, także z naszej części Europy, jest od kilku lat przedmiotem gorącej debaty politycznej w Holandii. Coraz więcej polityków ucieka się do populistycznych chwytów - twierdzą, że Polacy rzekomo zalewają holenderski rynek pracy. Ale zapowiedź ministra Kampa była na tyle kuriozalna, że zmusiła polski rząd do ostrej, choć zakulisowej reakcji. I to zarówno w Brukseli, jak i Hadze.

Jak dowiedziała się "Gazeta", polski minister ds. europejskich Mikołaj Dowgielewicz rozmawiał na ten temat z doradcą premiera Holandii Marka Ruttego i szefem holenderskiego MSZ Uri Rosenthalem. Z naszych informacji wynika, iż obaj przyznali, że to, co mówił Kamp, nie jest oficjalną polityką rządu, tylko prywatną inicjatywą ministra. I że o żadnym wydalaniu Polaków nie może być mowy.

Wcześniej szef resortu sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski interweniował w sprawie Kampa u Viviane Reding, wiceszefowej Komisji Europejskiej, odpowiedzialnej za wymiar sprawiedliwości. Na jej reakcję nie trzeba było czekać długo. W ubiegły piątek Reding ostrzegła Holandię, by ta respektowała unijną swobodę przepływu ludzi. "Wszystkie państwa członkowskie są równe" - oświadczyła.

Unijne przepisy zezwalają na wydalenie z kraju obywateli innych państw członkowskich UE tylko wówczas, jeśli stanowią oni zagrożenie dla zdrowia bądź bezpieczeństwa publicznego.

Ostro zareagował także polski ambasador RP w Hadze Janusz Stańczyk. W wywiadzie dla holenderskiego dziennika "Volkskrant" powiedział, że stosunek do Polaków w Holandii "często graniczy z dyskryminacją".

Wypowiedź Kampa była zapewne częścią kampanii wyborczej przed wyborami samorządowymi, które odbywają się dzisiaj. Problem w tym, że wpisywała się w cały ciąg antypolskich wystąpień różnych polityków. Największe kłopoty nasi rodacy sprawiają ponoć w dużych miastach, takich jak: Rotterdam, Utrecht, Amsterdam, Haga.

Jesienią ubiegłego roku jeden z radnych Hagi Marnix Norder użył ironicznie terminu "tsunami Polaków" w stosunku do 20-30 tys. naszych rodaków w tym mieście. Choć zaprotestowała przeciwko temu polska ambasada, termin się przyjął. Niedawno Paul Ulenbelt z Partii Socjalistycznej mówił o "tsunami Polaków" w leżącej w Brabancji gminie Zundert.

Sytuacja jest na tyle poważna, że rząd Tuska nie do końca wierzy w zapewnienia Hagi. Jak wynika z naszych informacji, w MSZ powstał specjalny zespół, który bacznie przygląda się i analizuje sytuację Polaków na holenderskim rynku pracy ze szczególnych uwzględnieniem różnych posunięć władz holenderskich.

Udostępnij link: Facebook

Najnowsze wiadomości