Mój dom to obóz. Kawałek zapomnianej historii

Iwona Kadłuczka, Londyn 2011-06-04
  • Centrum obozu Northwick Park Fot. arch
  • Na kolanach u gen. Andersa, 1952r. (Zosia po prawej stronie generała) Fot. arch
  • Tablica informacyjna Fot. arch
  • Obchody Bożego Ciała Fot. arch
  • Agata Błaszczyk z University College London Fot. Iwona Kadłuczka
  • Popołudniowa herbata w 'beczce'. Od lewej Karol Kubica Kierownik Szkoły Polskiej, Teresa Wyszyńska, państwo Hartman Fot. arch
  • Tak zwane 'beczki' Fot. Iwona Kadłuczka

- Widzę drut kolczasty i wieże strażnicze - relacjonowała jedna z matek reszcie Polaków stłoczonych na tyle wojskowej ciężarówki. - To kacet - zawyrokowała druga. - Na litość boską, tu są przecież dzieci! - krzyczeli ci z tyłu. - To nie może być prawda, jesteśmy w Wielkiej Brytanii - uspokajał ktoś inny. Tak właśnie moment przyjazdu do obozu dla polskich wychodźców w Northwick Park, w angielskim Gloucestershire, zapamiętała 5-letnia wtedy Zosia Hartman. Był rok 1948. Podobny jak jej rodzinę los spotkał setki tysięcy Polaków objętych brytyjską ustawą przesiedleńczą.

To właśnie ze względu na zasługi Polaków w II wojnie światowej, zwłaszcza na pomoc udzieloną Brytyjczykom w działaniach wojennych przeciwko nazistom, polskim żołnierzom i ich rodzinom zaoferowano stały pobyt w Wielkiej Brytanii. W obliczu represji w znajdującej się pod rządami komunistów ojczyźnie, Anglia, Walia i Szkocja były dla nich często jedynym możliwym schronieniem. O powrocie do Polski mogli jedynie marzyć.

Od połowy 1946 r. na wyspy przeniesiono stacjonujący we Włoszech II Korpus Polski pod dowództwem gen. Andersa, wraz z ludnością cywilną, jednostki z Bliskiego Wschodu, Afryki, Niemiec i innych krajów. W szczytowym momencie liczba Polaków sięgnęła prawie 250 tysięcy.

Dzieci "turystów Sikorskiego"

Oprócz osób dorosłych do placówek przesiedleńczych trafiło kilkadziesiąt tysięcy polskich dzieci. Te w przeciwieństwie do swoich rodziców, choć równie zmęczone daleką podróżą, traktowały przesiedlenie jak nową przygodę. Wiedza o zapomnianej na wiele lat przez podręczniki do historii bezprecedensowej, masowej migracji Polaków do Wielkiej Brytanii przetrwała dzięki ich wspomnieniom.

- Za każdym razem, kiedy o tym opowiadam, ludzie od razu zakładają, że było to bardzo nieprzyjemne i trudne doświadczenie. Owszem. Było. Dla naszych rodziców. Dla dzieci wbrew pozorom obozy ukryte pośród idyllicznego wiejskiego krajobrazu miały bardzo wiele do zaoferowania - wyjaśnia 68-letnia dziś Zofia Bieguś z domu Hartman. - Wreszcie czuliśmy się wolni - dodaje.

Na małej Zosi złego wrażenia nie zrobiły nawet kolczaste druty, których obecność tłumaczył fakt, że obóz pełnił w 1944 roku funkcję szpitala dla niemieckich jeńców wojennych, ani wysokie wieże strażnicze. Gdy tylko zdjęto ją z samochodu, wdrapała się na jedną z nich tak wysoko, jak tylko mogła. Przed jej oczami rozpostarł się wtedy widok na osobliwy obozowy twór. Od tej pory ten obraz miała kojarzyć z domem.

Polskie życie pod brytyjskim niebiem

Obóz liczył w sumie 55 półokrągłych, azbestowych baraków, z upływem czasu ze względu na kształt nazwanych przez Polaków "beczkami". Zgrupowano je po około 10 wokół murowanych łaźni. Każdy miał drzwi i dwa okna z obu stron, tak aby mógł pomieścić dwie rodziny.

Było też około 30 długich murowanych budynków połączonych krytym chodnikiem. Pośrodku stał największy - kuchnia z jadalnią. W centrum znajdowała się też część administracyjna. Przy jednej z trzech bram prowadzących do obozu stała kaplica.

- Obóz Northwick Park, do którego trafiła Zosia i jej rodzina powstał w 1943 roku, jako szpital polowy dla amerykańskich żołnierzy. Został porzucony w połowie lat czterdziestych. Z czasem przeszedł w ręce brytyjskiego rządu i zakwaterowano w nim tysiące Polaków na 20 lat - wyjaśnia Agata Błaszczyk z University College London, autorka badań na temat przesiedlenia, która zgromadziła w swojej niezwykłej kolekcji ponad tysiąc fotografii obrazujących codzienne życie w obozach.

Czekając na trzecią wojnę

W baraku na kilkuosobową rodzinę Zosi, która podróżowała z jedną walizką, czekały łóżka z materacami, regał, stół i składane krzesła. Niestety wszystko upchnięte w jednym pokoju. Nie było kuchni ani węzła sanitarnego. Na środku stał żeliwny piec. Perspektywa życia w takich warunkach była przytłaczająca. - Rodzice i sąsiedzi ciągle powtarzali, że niedługo wybuchnie trzecia wojna i wszyscy wrócimy do domu. A na razie musimy być wdzięczni za to, co mamy - wspomina Zofia.

Od samego początku nie było mowy o zakazie opuszczania terenu obozu. Z miesiąca na miesiąc warunki poprawiały się. Wkrótce po kolczastym ogrodzeniu nie było już śladu. W barakach zamontowano też kuchnie. - Wiele rodzin zdecydowało się zrezygnować z grupowego żywienia i przejść na tzw. "raszyn" (od ang. ration book - książeczkę z kartkami żywnościowymi) opowiada. - Zaczęliśmy przygotowywać posiłki na własną rękę. Po kilku tygodniach po strachu, jaki towarzyszył nowoprzybyłym, szybko nie został nawet cień.

Funty na pomoc dla polskich dzieci

- Osiedlenie się Polaków w Wielkiej Brytanii umożliwił ustanowiony 27 marca 1947 roku Polish Resettlement Act - tłumaczy Błaszczyk. - Dokument regulował wszystkie aspekty codziennego życia: edukację dzieci i młodzieży, kwestie zatrudnienia, emerytur i opieki zdrowotnej.

Akt powołał do życia The Committee for the Education of Poles in Great Britain (Komitet Edukacji dla Polaków w Wielkiej Brytanii). Komitet był pierwszą i jedyną tego rodzaju instytucją mającą zapewnić pomoc edukacyjną mniejszości narodowej, w każdym z możliwych sektorów życia. Pośrednim celem było bez wątpienia szybkie i jak najmniej bezbolesne przystosowanie Polaków do nowego życia w obcym kraju.

Spoczywała na nim między innymi odpowiedzialność za edukację młodego pokolenia. Władze brytyjskie przeznaczyły na ten cel aż dziewięć milionów funtów. Na początku, w roku 1947 pieniądze pokryły koszty związane z utrzymaniem istniejących już sześciu przedszkoli, ośmiu szkół podstawowych i czterech szkół średnich. Komitet finansował także kursy zawodowe dla dorosłych, dopłacał do czesnego dzieci uczęszczających do brytyjskich szkół prywatnych oraz zapewnił stypendia polskiej młodzieży studiującej na uniwersytetach brytyjskich.

Ukryta anglizacja?

Dodatkowo w okresie przejściowym umożliwiono posłanie polskich dzieci do angielskich szkół i przedszkoli. Komitet istniał oficjalnie do 1954 roku, jakkolwiek pomoc finansowa dla Polaków kontynuowana była przez szereg następnych lat.

- Polacy mieli prawo do używania ojczystego języka i do kultywowania polskiej tradycji. Jednak wszystkie przedmioty w szkołach, poza językiem polskim, miały być nauczane w języku angielskim, co nie zawsze podobało się rodzicom - mówi Agata Błaszczyk. - Obawiano się, że jest to ukryta anglizacja i jeśli taka polityka zostanie utrzymana, dzieci przestaną mówić po polsku - wyjaśnia badaczka.

W praktyce było nieco inaczej. Z opowiadań absolwentów wynika, że większość polskich profesorów zdawała sobie sprawę ze swoich możliwości językowych i uważała przekazanie wiedzy jako bardziej istotne niż język, w którym ta wiedza była przekazywana.

Młodzież szkolna zachęcana była do spędzania wolnych dni, a nawet krótkich wakacji, u rodzin angielskich, w związku z czym otrzymywała szereg broszur jak zachowywać się wobec Brytyjczyków. -Tłumaczono nam np., że podczas wizyt w brytyjskich domach, do których byliśmy zachęcani, nie należy zbyt dużo pić i trzeba kontrolować swój apetyt. Dla dorastających panów złotą zasadą był zakaz całowania angielskich kobiet w rękę, chociaż one wydawały się nie mieć nic przeciwko - wspomina Zofia Biegus. - Z pewnością podobne broszury były też dostarczane do obozów, ale władze obozowe miały na tyle zdrowego rozsądku, żeby nie rozprowadzać ich między dorosłymi.

W pamięci małej Zosi zapisała się też duża sala, gdzie odbywały się potańcówki, przedstawienia i akademie, oraz gdzie w każdą sobotę pokazywano film. - Aparat został dostarczony do obozu z dokładną instrukcją, że może być używany jedynie do wyświetlania filmów edukacyjnych - wspomina. Jako przykład odpowiednich filmów podane były ekranizacja dramatu "Henryk V" Szekspira i koronacja królowej. - W żadnym wypadku, mówiła instrukcja, nie mógł być używany do filmów rozrywkowych. - W praktyce znów było odwrotnie - uśmiecha się.

Popularnością cieszył się też budynek, w którym z jednej strony mieściła się biblioteka a w niej, początkowo, jedyny w obozie telewizor. - Z drugiej strony była kantyna, to tam kupowałam cukierki. Było też boisko, gdzie graliśmy w siatkówkę i kopaliśmy piłkę.

"Mała Polska w Wielkiej Brytanii"

Przesiedleńcy wierni swojej kulturze nie widzieli większego sensu w całkowitej asymilacji. Integrowali się z lokalną społecznością, ale na własnych warunkach. Jak tylko władze brytyjskie zaczęły wprowadzać wobec nich swoją politykę, odpowiedzieli na nią własną.

Każdy obóz stał się wyspą polskości. Na obrzeżach działały zmotoryzowane polskie sklepy, gdzie można było kupić kiełbasę i kiszoną kapustę. Sklepikarze nie zapominali też o dzieciach. Specjalnie dla nich w sklepowym asortymencie znalazły się śliwki w czekoladzie i ciągnące, karmelowe krówki.

- Założyli własne parafie i sobotnie szkoły przedmiotów ojczystych. Zaczęli tworzyć "swoje małe Polski" na emigracji - wyjaśnia Agata Błaszczyk. - Niemal natychmiast reaktywowano prężnie działająca przed wojną, a powstałą pod zaborami, Polską Macierz Szkolną. Przesiedleńcy potrafili bardzo szybko się zorganizować wznawiając działalność szeregu polskich instytucji społeczno-kulturalnych. Celem nadrzędnym była kontynuacja tradycji i kultury.

Według Zofii Biegus mieszkańcy obozu Northwick Park przez wiele lat wierzyli, że kiedyś wrócą do Polski. To właśnie, dlatego integracja z Brytyjczykami nie miała się najlepiej. - Owszem mieliśmy nowych przyjaciół w szkole, poznawaliśmy angielskie rodziny, odwiedzaliśmy się, oglądaliśmy koronację, braliśmy udział w życiu pobliskiej wioski, ale wieczorem wracaliśmy do naszej "małej Polski" - mówi.

Historia na fotografiach

Jak twierdzi Agata Błaszczyk, nadzieje na powrót przepadły razem z ostatecznym przejęciem władzy w Polsce przez komunistów. Zofia też przypomina sobie nagłą zmianę nastrojów po upadku rewolucji węgierskiej w '56. roku: - Zdaliśmy sobie sprawę, że nie będzie lepszego powodu do wojny z Rosją. Wtedy nastąpił ten moment, kiedy stwierdziliśmy, że musimy przyjąć nowe realia.

W latach 60. Polacy wyprowadzili się z obozów i rozproszyli po całej Wielkiej Brytanii. Nie przestali jednak pielęgnować swojej polskości. - Po naszych obozach nie ma dziś już śladu. Zostały nam tylko fotografie, które odzwierciedlają codzienne życie setek tysięcy polskich patriotów, którym przyszło zamieszkać na obczyźnie. Nie możemy o nich zapomnieć - apeluje Zofia.

Podziel się: Facebook

Komentarze (31)

  • krzych.korab

    Oceniono 16 razy 12

    Tak potraktowali Polaków po sprzedaniu ich Stalinowi. Łaskawcy ! pozwoli zostać kilkuset tysiącom skazując miliony na komunizm. Rzygać się chce na taka dobroduszność i podziękę.

  • maryjan_pazdzioch

    Oceniono 14 razy 10

    Przeciez to brytole zabily Sikorskiego, ktory mial informacje w sprawie Katynie poparte konkretnymi dokumentami. Chcial to ujawnic, a to moglo spowodowac rozlam w obozie aliantow. W USA zblizaly sie wybory, a liczna amerykanska Polonia zrobilaby szum, Stalin tez by sie wkur*, ze jego brudne sprawy wyszly na jaw - przeciez twierdzil, ze Katyn to zbrodnia Niemcow. Dlatego wlasnie brytole pozbyly sie "problemu" i zabily Sikorskiego pozorujac z d* wzieta katastrofe gibraltarska. Przez co wyeliminowali Polske z "teatru" dzialan, ze tak to okresle. Po tym zabojstwie Sikorskiego Polska przestala sie liczyc, mimo ze przeciez wystawila bodajze 4. armie w tej wojnie i tlukla sie z Niemcami gdzie sie tylko dalo. W przeciwnosci do takich francuzikow, ktorzy ch* zrobili, kolaborowali z Niemcami (rzad Vichy), a pozniej i tak dostali swoja strefe okupacyjna w Niemczech i byli traktowani jak bardzo wazny 'aliant'.

    Jesli Gibraltar to nie brudna sprawa brytoli i bylo inaczej to dlaczego do dzisiaj nie ujawnili dokumentow w tej sprawie? Mieli to uczynic 50 lat po wojnie i co? I g*owno - przedluzyli termin, w ktorym archiwa pozostana zamkniete.

    Tak wiec ch* w d* brytolskim skur*wysynom - najpierw nam "pomogli" w 1939, a pozniej zabili Sikorskiego, zafundowali nam pol wieku komuny, a przez to mlodzi Polacy z braku perspektyw musza zapierd* na zmywak do UK. Tacy to sa kur* je*bani "przyjaciele". To juz lepszy prawdziwy wrog jak Adolf, ktory w tamtych czasach nie udawal jakie ma zamiary, niz falszywy "przyjaCIUL".

  • blski

    Oceniono 7 razy 7

    UK bylo zniszczone przez wojne, etos kraju tez sie zalamal, zdali sobie sprawe, ze po wygranej wojnie przestali byc mocarstwem, dlug za "lend-lease" (amerykanskie pozyczki na prowadzenie wojny), ich zdemobilizowani zolnierze domagajacy sie swiadczen spolecznych i pomocy. W sumie, warunki trudne i brak pieniedzy.
    Poza tymi obiektywnymi trudnosciami, Polski Rzad Emigracyjny staral sie przeciwdzialac jakiejkolwiek integracji zdajac sobie sprawe, ze utrzymanie status quo jest baza ich istnienia.
    W 1980tych mieszkalem w Anglii i natknelem sie na kilku z tych Polakow, wydawalo sie, ze poza wspomnieniami i Niedzielnymi spotkaniami w Klubie Polskim zbudowali sobie normalne zycie. Ze strony tubylcow (moja zona byla Angielka) nigdy nie zauwazylem zadnej niecheci w stosunku do tych cudzoziemcow, raczej wdziecznosc za pomoc w obronie wyspy.

  • stan-1

    Oceniono 7 razy 5

    cytat;
    "zwłaszcza na pomoc udzieloną Brytyjczykom w działaniach wojennych przeciwko nazistom,"

    Qwa, czy autor nie może wymówić nazwy tego narodu tylko operuje słowem "nazistów".

  • cwdj

    Oceniono 7 razy 5

    Gruba angielska świnia Winston Churchill sprzedał Polskę i Polaków a oni teraz udają, że nic się nie stało

  • pantalonik666

    Oceniono 5 razy 5

    Angole nas wykorzystali. Równie dobrze mogliśmy się dogadać z Hitlerem, jak Węgrzy czy Francuzi. Co za różnica? Może naszych mniej by zginęło?

  • wybolki

    Oceniono 10 razy 4

    i Dzisiaj rocznica „Nocnej zmiany”. Wielu „inteligentów z dużych…” nie wie o co chodzi, wielu nie chcecie wiedzieć lecz aby zrozumieć obecną sytuacje polityczną trzeba zobaczyć ten film. Jeżeli nawet uważacie że was to nie interesuje (bo liczy się „przyszłość”) to zapewne z ciekawością zobaczycie jak wyglądali Tomek Lis, Monika Olejnik, Donald Tusk itd. 19 lat temu. Zapraszam:
    Wersja 5minut::
    www.youtube.com/watch?v=QIZ4NCOIRdc&feature=related
    Pełny film:
    1: www.youtube.com/watch?v=zhj4rvei5pg
    2: www.youtube.com/watch?v=yt0qCNcJiNM&NR=1
    3: www.youtube.com/watch?v=1TXshRGW884&NR=1
    4: www.youtube.com/watch?v=ZYSKCergX9E&feature=related
    5: www.youtube.com/watch?v=rXvmiPzbJoA&feature=related
    6: www.youtube.com/watch?v=LgZNnTSA5BQ&feature=related
    7: www.youtube.com/watch?v=_geTPOxLlcQ&feature=related
    Ciekawostki:
    Panie Waldek Pan się nie boi:
    www.youtube.com/watch?v=Di_pBO9smVA
    I nałóżcie sobie jak kalkę sytuacje w Niemczech Wschodnich DDR na Polskę. Raport Macierewicza, istnienie Bolka, Alka itd.:
    archiwum.polityka.pl/art/krzywe-zwierciadlo-teczek,369339.html
    A mogło być dobrze w PL….

  • amenominakanushi-pan-poczatku

    Oceniono 3 razy 3

    @pantalonik666, równie dobrze z Hitlerem mogli dogadywać się Żydzi. Hitler organicznie nienawidził Słowian, Polaków w szczególności, ze względu na to, że do 1935 roku słabe Niemcy obawiały się wojny z silną Polską pod dowództwem Marszałka.
    @cwdj, wielki mąż stanu Winston Churchill miał pod koniec wojny tyle do powiedzenia, co Żydzi za Hitlera. Był pod presją Stanów Zjednoczonych. Nie bardzo, dzieciaku, rozumiem jak cię sprzedali. Przecież Polska po wojnie powstała. A że większości Polaków wszystko zwisało i dali się wrazić pod sowiecki but garstce komunistów, to też wina W.Ch.?
    Poza tym to nie Polacy sami powinni stanowić o sobie? Gdyby Brytyjczycy dali ci wszystko to teraz sr.łbyś ogniem, że lepiej by nam było gdybyśmy zostali republiką sowiecką.

  • kater-11

    Oceniono 3 razy 3

    Polskę sprzedał Roosevelt. Nie lubił Polaków i często wypowiadał się negatywnie o Polakach i Polsce. Miał za złe Sikorskiemu, że przyszłość Polski Sikorski widział z Anglią . Sikorski zapłacił za chłód do USA najwyższą cenę. W czasie wojny było jasne że Anglia przestała być mocarstwem, a czwarta armia świata walcząca z niemcami ( Polska armia ) jest poważnym problemem dla USA. Należało pozbyć się Polaków w skuteczny sposób. Jak wygladałaby Polska gdyby armia Polska z uzbrojeniem wróciła do kraju ? po której stronie stanęłoby społeczeństwo ? oczywiscie wybuchłaby wojna z ZSRR i pociągnęłaby za sobą cały świat. USA straciłyby zbyt dużo , mieli wcześniej porozumienie o pomocy dla ZSRR. Dla USA nie byliśmy nikim ważnym , zresztą tak jak teraz. Olali nas wtedy i oleją nas za każdym razem. To tylko historia, ale prawda jest taka , że amerykanie i brytyjczycy postawili na Francję choć ta , nie reprezentowała żadnej siły militarne.j

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX